6/28/2017 05:32:00 PM

Maybelline FIT Me Matte + Poreless

Maybelline FIT Me Matte + Poreless
Na ostatniej promocji -49% w sklepach Rossmann pojawił się nowy podkład od Maybelline- FIT Me Matte + Poreless, który wszedł na miejsce Dream Velvet. Podkład kosztuje w cenie regularnej około 30 zł. Postanowiłam zaopatrzyć się w tą nowość, tym bardziej, że po opisie sądziłam, że jest to coś idealnego dla mnie.

Producent obiecuje nam, że jest to podkład, który daje matowy efekt i powinien odpowiadać każdemu typowi cery. Jego formuła ma zapewnić nam świeży wygląd przez cały dzień oraz ma właściwości absorbujące serum. Ponad to w składzie kosmetyku możemy znaleźć silikony, których zadaniem jest wygładzić fakturę naszej skóry, wypełnić pory i zakryć niedoskonałości. Co z tych wszystkich obietnic sprawdziło się u mnie?

Podkład jest w tubce co nie do końca mi odpowiada, ponieważ czasem zdarza mi się go wylewać za dużo. Zdecydowanie preferuję kiedy tego typu produkty posiadają pompkę. Jeżeli czytałyście mój profil urodowy, to na pewno wiecie, że mam cerę tłustą i rozszerzone pory w okolicy nosa. Muszę przyznać, że podkład faktycznie spełnia swoje zadanie, jeżeli chodzi o wygładzenie faktury naszej skóry. Silikon delikatnie wypełnia nasze pory, dając efekt gładkiej skóry. Niestety na pewno nie zapewni nam świeżego wyglądu przez cały dzień. Nie ma się co oszukiwać, ale żaden podkład nie będzie wyglądał świetnie na cerze tłustej i prędzej, czy później będzie trzeba użyć bibułek matujących albo się przypudrować. Oczywiście, jeżeli macie swojego świętego grala, który faktycznie wygląda super cały dzień, to dajcie znać w komentarzu. U mnie podkład Fit Me zaczyna się świecić po 4h i muszę ściągnąć nadmiar sebum bibułką matującą. Ponadto ma tendencje do ścierania się na nosie, a także bardzo szybko wchodzi u mnie w zmarszczki mimiczne, jeżeli od razu go nie przypudruję.
Po prawej Revlon Colorstay 150 buff, a po lewej Fit Me 105

Rozprowadza się wyśmienicie, nie tworzy żadnych smug. To co bardzo lubię w tym kosmetyku, to jego lekkość. Cera wygląda po prostu zdrowo. Jego formuła jest bardzo płynna, lekka wręcz idealna na lato. Przez jego wodnistą konsystencję, raczej polecam rozprowadzać podkład palcami, lub pędzlem, bo gąbeczka pochłania zbyt dużo produktu. Nie zastyga do całkowitego matu, ściągając przy tym naszą twarz, a daje satynowe wykończenie co jest kolejnym plusem. Gama kolorystyczna utrzymuje się w żółtych tonach, co powinno odpowiadać większości konsumentek.  Jego krycie oceniłabym na średnie. Zdecydowanie przy większych przebarwieniach i niedoskonałościach trzeba się wspomóc korektorem.  Bez problemu przyjmuje i utrzymuje produkty takie jak bronzer, czy róż. Posiadam kolor 105, który jest dla mnie odrobinę za ciemny, więc rozjaśniam go mixerem z NYX. Nie zauważyłam również, aby oksydował.

Ostatecznie pomimo plusów i minusów uważam, że jest to dobry produkt i faktycznie powinien przypasować większości kobiet, bez względu na rodzaj cery. Jednakże trzeba pamiętać, że skóra każdego z nas reaguje indywidualnie, a podkład to jest jeden z tych kosmetyków, który każdy z nas musi przetestować na własnej skórze. :)

6/16/2017 12:36:00 PM

Moja rutyna pielęgnacyjna

Moja rutyna pielęgnacyjna
Witajcie po długiej przerwie!
Planuję podzielić się dziś z Wami moją obecną rutyną pielęgnacyjną. Układam ją sobie regularnie i zapisuję w kalendarzu co pozwala mi się jej po prostu trzymać i nie wymieniać codziennie kosmetyków na inne. Dzięki temu mam możliwość sprawdzić jakie efekty przynosi dany kosmetyk w dłuższym okresie czasu i prowadzi do szybszego denka, a to do szybszych zakupów. ;)



Wieczorem:

Krok pierwszy: balsam myjący- kosmetyk, który podpatrzyłam u Czarszki i postanowiłam sama ukręcić własną "partię". Jest to produkt tłuściutki, więc fantastycznie rozpuszcza cały makijaż i łączy się z sebum, zbierając z naszej buzi wszystkie zanieczyszczenia. Wiem, że nie każdy lubi myć buzię tłustymi produktami, ale mi to bardzo odpowiada. Podoba mi się w nim również to, że kręcąc własny kosmetyk, mamy pełną dowolność w wyborze półproduktów. Możemy wybierać oleje takie jakie lubimy i wiemy, że nam służą lub podkręcić moc balsamu i dodać do niego olejki eteryczne, żeby uspokajał nasze niedoskonałośći.

Krok drugi: pianka do mycia Himalaya Herbs- tłusty balsam trzeba czymś zmyć i tu zdecydowałam się na piankę. Wolę pianki od żeli, bo mam wrażenie, że są delikatniejsze dla twarzy. Ten produkt w zmywaniu sprawdza się wyśmienicie, jednak jego zapach nie do końca mi przypadł do gustu. Kojarzy mi się z płynem do toalet, ale zużyję do końca. Nie podrażnia moich oczu, nie wysusza skóry na twarzy i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Może polecacie jakieś fajne pianki do mycia buzi?
+ ten krok odbywa się przy pomocy szczoteczki Foreo Luna Mini (stara wersja)- mam wrażenie, że dzięki niej moja twarz jest bardziej oczyszczona, poprzez pulsacje jakie w niej zastosowano. Używam jej już od prawie dwóch lat i jestem bardzo zadowolona.

Krok trzeci: COSRX Snail 96 Advanced Mucin Power Essence- moja pierwsza esencja. Miała bardzo dużo dobrych opinii w internecie, więc stwierdziłam, że muszę ją mieć. Jest leciutka i moje pierwsze wrażanie to paskudna w konsystencji- jest naprawdę taka jak śluz ze ślimaka. Na szczęście nie ma żadnego zapachu, więc nadal jej używam. Wchłania się bardzo szybko i pozostawia uczucie lekkiego nawilżenia, natomiast nie poruszyła mojego serca. 

Krok czwarty: Skin79 Aloe Aqua Smoothing Gel- uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! Po oczyszczeniu kładę zawsze porządną, grubą warstwę na twarz i oczy. Jestem już w końcówce drugiego opakowania i to jest mój hit. Mam cerę tłustą, a ten produkt dodatkowo jej nie obciąża, dając mi wystarczające nawilżenie, szczególnie teraz na lato. Ma przepiękny delikatny zapach, jest wielofunkcyjny, wchłania się w mgnieniu oka. Zdecydowanie jestem jego bezkrytyczną fanką. 

Krok piąty: Biotherm Aquasource total eye revitalizer- po wielkich uwielbieniach dla żelu aloesowego, czas na marudzenie. Używam tego kremu, bo używam, ale nie przepadam za nim. Ani nie nawilża, ani nie rozjaśnia. Daje lekko przyjemny efekt chłodzenia pod oczami i to tyle z jego plusów. Nadaje się jedynie do używania na noc, bo tworzy pod oczami taką zaschniętą warstwę, że po nałożeniu korektora, od razu by się on rozwarstwił.



Rano:

Krok pierwszy: Lush, Angels On Bare Skin- zawsze oczyszczam rano swoją buzię z drobnych zanieczyszczeń, które powstały w nocy na mojej twarzy np. sebum. Ten cleanser zawiera w sobie zmielone migdały, które delikatnie peelingują moją buzię rano. Nie wiem jak on to robi, ale poza tym, że oczyszcza, jego regularne używanie przyczyniło się do rozświetlenia mojej buzi. No i ten boski lawendowy zapach z rana...

Krok drugi: Dear, Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop- na koniec witaminka C. To jest kosmetyk, który również bardzo mogę polecić wszystkim, niezależnie od typu skóry. Bardzo fajnie rozświetla cerę, rozjaśnia blizny potrądzikowe, koi trądzik.



Dodatkowe kroki ( 2 razy w tygodniu):

Skin79, Peel Free Grain Mild Peeling Gel- Jestem fanką peelingów enzymatycznych, bo są bardzo delikatne i nie przyczyniają się tak jak ziarniste peelingi, do roznoszenia bakterii na naszej twarzy. Po tym peelingu czuję, że moja buzia jest wygładzona, nic nie mnie piecze, a suche skórki znikają. W trakcie masażu twarzy, kosmetyk zaczyna się rolować, co może przypominać martwy naskórek, jednak nie dajcie się zmylić, to tylko celuloza. 

Skin Food, Black Sugar Scrub- peelingów ziarnistych też używam ale tylko w okolicy nosa, z nadzieją, że wzmacnia to późniejsze działanie peelingu enzymatycznego. Można go zostawić na parę minut na twarzy, ale ja nigdy tego nie robię z braku czasu. 

Różnego rodzaju maski w płachcie (1 raz w tygodniu)- moją ulubioną jest ta z Bielendy Zielona, ale używam jej tylko kiedy muszę szybko zaleczyć jakiegoś okropnego pryszcza, albo moja cera przechodzi załamanie i ona jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Na następny dzień wszystko zawsze się goi, buzia gładziutka jak nie wiem. Używam również masek, które zakupuję bezpośrednio w Korei. (własnie czekam na paczkę, więc na pewno będzie o nich jakiś szerszy post co, gdzie, jak).

Nie wydaje mi się żeby była to jakaś rozbudowana rutyna pielęgnacyjna. Wiem, że wielu rzeczy brakuje, np. kremu z filtrem, kremu pod oczy rano- jednak są to produkty, które na chwilę obecną musiałam "wyeliminować", bo nie grają z moimi kosmetykami do makijażu i jeszcze nie znalazłam takich, które by mi pasowały. Jestem bardzo ciekawa co myślicie o tej rutynie oraz jak wygląda Wasza pielęgnacja? Czy też trzymacie się jednej rutyny, czy jest u Was duża rotacja kosmetyków?

Myślę, że takie posty z rutynami będą się pojawiać co jakiś czas. :) 

Copyright © 2016 Kosmetykada , Blogger